Wiedeń – Bratysława – Budapeszt
Wiosenny wiatr zaprowadził mnie tym razem lekko na południowy zachód – dokładnie to do Wiednia. Jest to druga moja wizyta w tym mieście – tym razem jednodniowa, nazwałbym to raczej spacerkiem po wiedeńskim ring`u. Jak zwykle zmęczony, głodny i brudny odwiedzam pare popularnych miejsc – rozpoczynając od Stephansplatz, kończąc zaś w labiryncie pod pałacem Schönbrunn.
Po Wiedniu przyszedł czas na Bratysławę, którą to dzieli od stolicy Austrii zaledwie kilka godzin jazdy deskorolką. Tu też już kiedyś przyszło mi się plątać, więc postanowiłem zwiedzać miasto z zamkniętymi oczami, dlatego nie dodam żadnych zdjęć ;-) Stolica naszych południowych sąsiadów to małe miasteczko, mieszka tam około pół miliona mieszkańców i nic bardziej nie wkurza od tego że wprowadzili tam walutę euro i wsio jest drogie. Grrrr gdzie te czasy co piwko można było kupić za złotówkę z ogonkiem.
Około 14-stej następnego dnia, jestem już nad Balatonem na Węgrzech – ogólnie porażka, nie wiem co tam ludzie w tym widzą – taka większa Solina.
Po godzinnym pseudo opalaniu, czas na odwiedzenie Budapesztu – co prawda ląduje tu po raz trzeci, jednak podoba mi się jak nigdy. Zupełnym przypadkiem natrafiam na super miejscówkę do spożywania alkoholu… jeszcze tam wrócę. Jest późny wieczór – łazić już nie da rady, nogi odpadają, a wokół zużyte panie plączą się oferując masaż za 50 euro, niby spoko… ale ja mnie tylko mięśnie bolą, wiec dziękuje ;-)
Tags: balaton, Schonbrunn, Sthephansplatz






