Trondheim

Byłoby głupim pomysłem nie popłynąć promem do Bodo, a że mnie się głupie pomysły nie trzymają, jeśli podejrzewam je o niepraktyczność i bezsens, nie pozostaje nic innego jak wpakowanie samochodu na prom do Bodo… stamtąd jadę wciąż na południe do Trondheim – co by ta nazwa nie znaczyła zawsze kojarzyła mi się z wikingami i jakimś ciekawym nordyckim klimatem… Wikingów tam nie spotkałem – a szkoda. Ps. to niby Wenecja polnocy.