Główna atrakcja – przejść przez granicę bedąc Polakiem.
Potężny szum wody.
Niesamowite uczucie będąc w skale za wodospadem.
Człowiek w beczce.
Żólte peleryny za dolara.
Niagara jako “małe” Toronto.
Rocky Balboa Training
Murzyni biegają po ulicach.
Dużo zieleni jak na amerykańskie miasto.
Bruce Springsteen.
Rewolucja, niepodległość i Benjamin Franklin.
Philly Dogs.
Lans, Imprezy i Dragi.
Cabriolety, Gangsterka.
Geje, Lesbijki, HIV.
Beach Bodies, Workout i Rolki.
Motorówki, Krokodyle, Palmy.
Floryda.
Sama nazwa Salt Lake.
Utah Jazz, NBA.
Jezioro.
Dużo dziwnych odłamów kościoła.
Igrzyska.
San Francisco. W sumie mało co mnie tu interesuje po za rzutem oka na słynne więzienie Alcatraz i most Golden Gate… i oczywiście dzielnicę kitajców trzeba było obowiązkowo zobaczyć i zjeść – jakiego pieska czy kotka ;-) Ogólnie San Francisco robi bardzo pozytywne wrażenie – jest inne!
Witaj w Arizonie… widzę znak… rano jestem już nad kanionem, ale jest jeszcze ciemno, wiec śpię w samochodzie ze dwie godzinki, do czasu aż mi jakieś amerykańskie dzikie dzieci nie przerwały snu ujadając jak psy, obok Impali. Kanion sam w sobie spoko… duże, warto zobaczyć przed śmiercią, ale nie ma czym się podniecać dłużej jak pół godziny. Ps. Zdjecie mi sie nie popieprzylo ;-)
Kto nie kojarzy tych wielkich amerykańskich truck`ów (TIRów), które przemierzają przez wszystkie stany? tak, tak te! Udało mi się przejechać takowym truck`iem z Chicago aż do Sacramento w Kalifornii, poznając kulturę, zwyczaje, a nawet małe miasteczka tylko dla kierowców… warto by było nakręcić o tym film, ale to inna bajka. Jade drogą numer 80 przez stany: Iowa, Nebraska, Colorado, Wyoimng, Utah i Nevada…
Kurde, nie chce mi sie o Vegas pisać… bo nawet nie ma odniesienia do innego miasta jakie znam, Las Vegas można porównać tylko do Las Vegas… nie dość że po za główną ulicą i kasynami, hotelami nic tu nie ma… to jeszcze leży to całe gówno na środku pustyni, dosłownie! krok w bok i zaczynasz się modlić o wodę, chyba że masz umiejętności beduinów i wykopiesz sobie jakąś studnię w co wątpię… jednak pośród całej tej nicości jest coś czego nie ma nigdzie indziej! jest niezwykly McDonald.
Tam chciałem tylko jedną rzecz zobaczyć, więc czynie “com se” ustalił, biorę nowy samochód i spieprzam do Las Vegas w Nevadzie.
Los Angeles… na niebie szaro – zwijcie to sobie np. smog nad miastem, ja nazwę np. syfem nad miastem… jejku co w tym LA jest? zgadnijcie? nic! jakaś stara dzielnica, która wygląda jak ul. dołowa w Rzeszowie, kto był to wie, z tą różnicą ze u nas nie grają na fujarkach jacyś mehiko przebrani za inków, a może majów? srał pies! Ok, myślę… przejdę się i co? dupa wszystkie budynki podobne do siebie, może jeden był inny niż reszta (chyba dlatego że biały) Totalna porażka. Nie dość że syf to nic nie ma ciekawego… Ci z hollywood wiedza jak to przykolorowac ;)
Czarny wlepił mi mandat.
Bushe, Obamy i cały ten syf.
Martin Luter i przemówienie.
Jakiś tam symbol USA.
Biały Domek. Dużo Muzeów.
Słynne pole bitwy.
Walka o to kto ma zbierać bawełne.
Północ południe.
Przemineło z wiatrem.
Konfederaci.
najsmutniejsze miasto jakie znam – wszyscy tam chodzą z głowami w dół, tak tak! ja też czasem tak łaziłem, aż mnie szyja bolała… niestety tamtejsze chodniki tego wymagają… idziesz idziesz, nagle okazuje się że na czymś stoisz, na odbitce czyjejś ręki, a może to ręka Twojego idola? a może psia kupa? co by nie było, głowę spuścić w dół pasuje. Cóż kolejne miasteczko pt. nic tu nie ma oprócz Batmana i Robina… czas przejść do konkretów i poszukać Paris Hilton! – W jej ulubionej restauracji jej nie ma, gdzie mieszka to nie wiem… może znajdę ją w Melrose Place, może siedzi w Malibu z Nikolą? Nie mam czasu! marze aby spotkać ją na stacji benzynowej tankującą swój samochód…
Czasem podczas podrozy, czlowiek robi glupie rzeczy i zwiedza miejsca, ktorych nie powinien. Hearst Castle? koszmar jakis… moze ladne, ale dwie cale godziny na ogladanie ladnego zamku to o 100 minut za duzo!